PRZYPADŁOŚĆ TAKĄ JUŻ MAM

ŻE WCIĄŻ DO NIEBA SIĘ PCHAM
CHOĆ ZAKLINAŁEM SIĘ, ŻE
NIGDY WIĘCEJ O NIE

LECZ ZNÓW MNIE WITA TEN SZUM
W KAPSULE LUDZI JUŻ TŁUM
PARCIANY ZAPINAM PAS
BO DO NIEBA JUŻ CZAS

POMYKAM DO CIEBIE STATECZKIEM PO NIEBIE
KOMETY MIJAJĄ MNIE
W BEZKRESNEJ PRZESTRZENI SŁONECZNYCH PROMIENI
JAK POCISK DO CIEBIE MKNĘ
POMYKAM NIESIONY STATECZKIEM SREBRZONYM
I TYLKO CHWILA LUB DWIE
JESTEM TWÓJ CAŁY TWÓJ
CZEKAJ I KOCHAJ MNIE

BEZCŁOWY HUMOR JUŻ MAM
PRZYZNAM NIE JESTEM W TYM SAM
I MÓGŁBYM MILIONY DAĆ
BY NA ZIEMI JUŻ STAĆ

SAM POSADZIŁEM SIĘ TU
TERAZ SIĘ MODLĘ ZA STU
PODE MNĄ NIC TYLKO BIEL
ALE LICZY SIĘ CEL

POMYKAM DO CIEBIE...


Wołoł z ambony

probosc w kościele
ze nie wolno ze nie wolno
robić w niedziele

Ale Jagusia
mondralom była
i se z tego co ksiądz godoł
nic nie robiła

Posła ukopaj
wiadro ziymnioków
a tu leci, a tu leci
UFO z obłoków

Siadło na polu
rycy jak ciele
wygaduje do Jagusi
trele morele

Podesła Jaguś
blizyj ku niymu
i do dzisioj nie pamiynto
co dała jymu

Tak wojowali
tak wywijali
ze małego ufoludka
wymajstrowali

Po coś sie Jaguś
z nim zodowała

teroz zielone dziecysko
bedzies chowała